Festiwal Filmy Świata ale kino! - odnoga poznańska
Artykuł zawiera spoilery!
Poznańska wersja festiwalu odbyła się w kinie Muza między 27. a 29. listopada.
[Starałem się zminimalizować spoilery, na czym czasem może cierpiały opisy fabuły.]
La Teta asustada (Gorzkie mleko)
Filmem otwarcia było La Teta asustada, drugie dzieło Claudii Llosy, autorki Madeinusa. Nie mam jakiejś specjalnej potrzeby, ani powodu, żeby krytykować ten film, jednak nie do końca mnie on przekonał. Odniosłem wrażenie, że Llosa stara się epatować egzotyką, posługuje się nią instrumentalnie i dla określonego efektu (ziemniak - lekki szok czy obrzydzenie, śpiewanie - wzruszenie). Na pewno film był zrobiony poprawnie - może ja oczekiwałem zbyt wiele (nie należy sugerować się nagrodami?). Wrażenie popsuł dodatkowo łatwy do odczytania, a aspirujący do "symbolicznego" obraz w zakończeniu.
Lola (Babcia)
Dużo bardziej podobał mi się skromny film Brillante Mendozy Lola, jak również jego Kinatay prezentowany dwa dni później (oba z tego roku). Na pewnym poziomie uogólnienia są to historie/portrety osób, które mierzą się z przestępstwem. Jednak filmy różnią się dość znaczenie atmosferą.
W Loli przestępstwo już się wydarzyło, widz zbyt wiele się o nim nie dowie, bo też nie ono jest najważniejsze. Jest to raczej niezupełnie typowy film obyczajowy, mocno osadzony w realiach. Fabuła koncentruje się na postaciach, które muszą radzić sobie z następstwami tego, co się stało. Choć przeszkadzało mi filmowanie tylko kamerą z ręki (czasem niepotrzebnie rozpraszało), to jednak dzięki niemu udało się wytworzyć poczucie bliskości z bohaterami. Podobała mi się też ogólna ciasno-deszczowa atmosfera, która jednak nie była przygnębiająca, tak że ciepłe, "ludzkie" zakończenie było spójne z całością.
Ciekawe czy skojarzenia ze Śmiercią w Wenecji (łódki) i Requiem dla snu (sprzedaż telewizora) były zamierzone przez twórców?
Kinatay
W Kinatay coś złego dopiero się wydarzy, choć z początku nic tego nie zapowiada. Zanosi się znów na coś ze "zwykłego życia", jest wesoło, gwarnie. Jednak gdy zapada noc, wkraczamy w drugą, mroczną część filmu (dobrze sprawdza się tutaj stonowana muzyka). Ponownie obserwujemy przede wszystkim jedną postać, ale jej spotkanie ze złem dopiero nadchodzi. Być może miałby szansę zapobiec przestępstwu, podobnie waha się, czy po prostu nie uciec. Jego rozterki i w ogóle wpływ tego, co się dzieje, są zasygnalizowane subtelnie (np. patrzy czy dotyka obrączki), niepodane wprost bo musi on raczej ukrywać swoje uczucia.
Mendoza stosuje podobny chwyt jak w Loli, gdzie uliczne billboardy służą za komentarze, często ironiczne do sytuacji bohaterów. Tutaj zostaje to pociągnięte dalej, ponieważ bohater nosi koszulkę ze swojej uczelni - Szkoły Prawa Karnego (studiuje kryminologię, więc na przestępstwach powinien się znać - zdaje się mówić reżyser), gdzie znajduje się motto o utracie uczciwości.
Darbareye Elly (Co wiesz o Elly?)
W nieco podobny sposób na dwie części dzieli się Darbareye Elly, jeden z lepszych filmów, jakie widziałem podczas festiwalowego weekendu. Najpierw jest radośnie, zabawowo, atmosfera wyluzowana - grono znajomych wypoczywa w domku nad morzem. Druga połowa filmu jest diametralnie inna, mimo że osoby i miejsce to samo, jednak czymś odmienione. Napięcie, strach, poddenerwowanie, raczej cisza z głośnymi wybuchami. Dobrym pomysłem było też zastosowanie innego światła (pewnie filmowanie przy pochmurnej pogodzie?), w kontraście do rozsłonecznionego początku, potem kolory są przytłumione, jest wręcz szarawo.
Uzak ihtimal (Inna modlitwa)
Przed Uzak ihtimal nieco się obawiałem, a okazało się, że był to chyba najlepszy obraz (debiutanta w dodatku) spośród tego zestawu. Obawiałem się, że historia o uczucia muezzina do chrześcijanki będzie przypowiastką o różnicach między religiami i albo będzie fajnie, bo różnice da się pokonać, albo tragicznie - bo się nie da.
Na szczęście film mówi bardziej o ludziach: czy widzieliście muezzina wymieniającego korki, które poszły po tym, jak próbował zagrzać sobie wiadro wody do mycia grzałką? Nie? To teraz macie okazję. Para bohaterów jest sąsiadami i to od kwestii w stylu pożyczenia śrubokręta czy utknięcia w windzie zaczyna się ich znajomość.
Co lepsze, religia jest tu nawet potraktowana skromną dawką humoru. A fabuła (a co za tym idzie postacie) jest w bardzo odpowiadający mi sposób niedopowiedziana, zawieszona.
A do tego Inna modlitwa jest pięknie sfilmowana. Choć zamiłowanie operatora do ujmowania w kadrze na pierwszym planie jakiś przedmiotów (klamki, noga od stołu, figurki) ociera się o manieryzm, to jednak dobrze robi filmowi. Bo po części przez to wprowadzone zostają wizualne refreny takie, jak otwieranie drzwi czy sceny ze świecami albo wschody słońca.
She, a Chinese (Chinka)
To na pewno w dużej mierze sprawa subiektywna, dlaczego jeden film wciąga, porusza, a inny nie. Dlaczego przeżywam z grupą Arabów w średnim wieku (bohaterowie Co wiesz o Elly?) ich problemy, stawiam się w ich położeniu? A dlaczego nie mogę się zmusić do przejęcia losem tytułowej Chinki (She, a Chinese), z którą się dzieją takie przecież straszne rzeczy. O tym jest ten film? Że świat jest zły a dojrzewanie trudne? Pewnie, ale to żadne odkrycie.
Znów, to zapewne solidny film i znęcanie się nad nim byłoby bez sensu. Rzeczy, które mi przeszkadzały: plansze z hasłami dzielące film na rozdziały i stosowanie klisz kulturowych. Oczywiście można bronić autorki, że oba zabiegi były świadome i np. plansze służyły odrealnieniu fabuły, uczynieniu jej bajkową. Jeśli tak - tym gorzej (dla widza), bo trudniej przejąć się postacią w rodzaju brzydkiego kaczątka czy Kopciuszka. A co do stereotypów o zderzeniu kultur itd., to można gdybać, że to celowe przechwycenie, odwrócenie, zastosowanie ironiczne, ale taka zabawa w post-post-wszystko kotka i myszkę donikąd nie zaprowadzi.
No i jeszcze te wyprane chwyty, jak to bohaterka w slow-motionie idzie ulicą, wiatr rozwiewa jej włosy, a towarzyszy temu fajna muzyczka gitarowa.
12 kwiatów lotosu (12 Lotus)
12 Lotus - cóż, to na pewno nie wszystkim się spodoba, spora dawka kiczu, ale jeśli podejść do tego na wesoło, to można się dobrze bawić.
Jeszcze dwie uwagi do organizatorów (wiem, że się czepiam): fajnie, jakby w napisach nie zdarzały się wpadki w stylu "na prawdę". Czemu na stronie festiwalu nie ma oryginalnych tytułów, tylko angielskie?
Zaloguj się aby skomentować
michuk
Dzięki za ten raport! Część filmów, które widziałeś wyświetlane było na festiwalu londyńskim (m.in. She, a Chinese), ale jakoś mnie one ominęły. Bardzo lubię czytać takie subiektywne raporty z festiwali na których mnie niestety nie ma, więc podwójne podziękowania dla Ciebie!
Mam nadzieję, że nie obraziłeś się za lekką modyfikację wpisu (uwydatniłem tytuły filmów) -- znacznie zwiększa to przejrzystość notki. Jeśli Ci to nie odpowiada to możesz oczywiście usunąć te śródtytuły.
3um
cieszę się, że Ci się podoba.
nie ma sprawy - tytuły większą czcionką faktycznie poprawiają czytelność całości.
przy okazji problem, na który napotkałem: powiązane filmy wpisuje się po przecinku, a w tytule "She, a Chinese" już jest przecinek, co uniemożliwia jego dodane, natomiast gdy wpisuję polski tytuł, to powiązanym filmem zostaje "La Chinoise" - po polsku także "Chinka".
Esme
Czaiłam się na 2 z tych filmów (Kinatay i 12 Lotus, ten ostatni ponoć jest raczej ponury, jeśli wierzyć recenzentom?), ale w końcu nie znalazłam na nie czasu. Cieszę się, że byłeś i coś niecoś napisałeś, to przynajmniej poczytać mogę.
3um
re: 12 Lotus - jeśli by streścić samą fabułę, to tak - można powiedzieć, że jest to ponure, ale już sama forma i niektóre zabiegi (np. skróty) służą odrealnieniu przedstawionych sytuacji. może nawet tak można by odczytywać ten film: że piosenki, przebrania są sposobem na radzenie sobie, ucieczkę od trudnej rzeczywistości?
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook