Filmaster

your movie guide

Mi zależy, ale tylko trochę

To nie będzie bardzo spójna notka, bo chciałem krótką recenzję, ale mi się nie mieści.

Być może dlatego zawiodłem się na tym filmie, że w moim przypadku nie mógł zadziałaś "czynnik nowości", bo "takiej muzyki" słucham raczej sporo. Co nie znaczy, że oczekiwałem wyczerpującego wykładu, który zasypie mnie faktami. Bo określanie tego obrazu jako dokumentu nie jest sprawiedliwe i wcale mu nie pomaga.
Ale jak go w takim razie zaklasyfikować? Mógłby być jakimś "poematem wizualnym" (inspirowanym odlegle "Sans soleil"?), ale jest jakby zatrzymany w pół drogi (co przypomina przypadek "Eli, Eli, rema sabakutani", też poruszającego temat muzyki noise'owej), bo pomiędzy "teledyskowe" sekwencje powsadzano wypowiedzi z "pokoju zwierzeń".
Sytuacji nie poprawia to, że wypowiedzi te często niewiele wnoszą, a wnioskując z ich małej ilości, zostały jakoś wyselekcjonowane, dobrane w jakimś celu.

W częściach ilustracyjnych męczyło mnie to ciągłe pokazywanie śmieci, wysypisk, a nawet padliny. Jest to, dla mnie, już trochę zużyty pomysł na postrzeganie, interpretowanie, muzyki noise'owej. Choć może powinienem się pogodzić, że większość osób tak reaguje, czego dowodzi choćby , czy uwagi mojej mamy, która stwierdziła, że twórczość bohaterów filmu to wyraz regresu, a nie rozwoju.

3um piotr tkacz

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook